Dawno, dawno temu... Kraków, Akademickie Radio "RAK". Zastukałem tam. Otworzyli. Pokazali radio. Dali magnetofon reporterski (niezawodny Marantz). Wysłali na Akademię Górniczo-Hutniczą. Kazali przynieść materiał o "Piecach Hutniczych". Była 8.00 rano, konferencja prasowa o 11.00 (tłumy dziennikarzy, bo Minister zawsze serwował dobry Tokaj). Ja nawet tego magne-tofonu nie potrafiłem obsługiwać. Piotrek poinstruował mnie w dro-dze na uczelnię, dał kilka rad. Nie wiedziałem nawet o co chodzi w tym temacie. Jakieś piece hutnicze, sukces dla uczelnii, ambasador czeski, profesor racjonalizator. Czarna magia i straszne nudy. Poszedłem więc do Pana Profesora z tym magnetofonem. Powiedziałem, że jestem z radia. Pani sekretarka zaraz do kawy nalała koniaczku, poczułem potęgę mediów. Panu Profesorowi powiedziałem, że absolutnie nie wiem na czym polega jego zasługa. Zaczął mi tłumaczyć, a po minucie poprosiłem, żeby mi opowiedział to tak, jak to zrobił w domu, jak tłumaczył żonie i teściowej, nie ubliżając tutaj nikomu. Dostałem jasny i czytelny obraz procesu, który nawet dla specjalistów był skomplikowany. Rozmowę oczywiście nagrałem.
Na konferencji smakołyki i wino, przemowy rektora, ambasadora i profesora. Po niej wszystkie kamery rzuciły się na Pana od pieców, a ja grzecznie poprosiłem ministra i ambasadora o wywiad. Minister był szczęśliwy, bądź co bądź to było jego Radio. Następna kawa, koniaczek oraz mądre pytania ?doskonale? obeznanego w temacie dziennikarza. Zeszło nam ok. 30 min.
Po skończonej rozmowie okazało się , że w drzwiach czekają telewizory i inne radia. Pan Rektor z dumą w głosie oznajmił prasie, że nie mają czasu, bo goni ich termin w konsulacie, a proponuje wysłuchanie Wiadomości Akademickich w Radiu RAK po godzinie 20-tej. Około 13-tej zaczęliśmy "ciąć" materiał. Dosłownie. Wtedy nagrywało się jeszcze na taśmy. Wyszło 8 minut. Kolega powiedział, że Bogdan (szef) nie puści. Najwyżej 4 minuty. Zaryzykowalem i poszedlem do Bogdana. Posłuchał, wydał polecenie, żeby całość zaprezentować. Koledzy dziwnie na mnie patrzyli. Pobiegłem do akademika, cały rok słuchał. O tych 8 minutach ?dyskutowaliśmy? kilka dobrych butelek. Skończyliśmy studia, rozjechaliśmy się po świecie. Koleżanki i koledzy pracują w najważniejszych stacjach radiowych i telewizyjnych w Polsce, a inni rozrzuceni po kraju i świecie działają zawodowo lub społecznie w mediach.
W 1999 roku zaproponowano mi utworzenie Polskiej Redakcji w niekomercyjnym Radiu Darmstadt "RaDar". Inicjatorem był Detlef Wegner, największy Polak wśród Niemców! Prowadzenie niemieckich poranków i gościnny udział w audycjach kolegów nie satysfakcjonował mnie. Koledzy mówili, że będzie bardzo trudno przekonać zarząd do udostępnienia czasu antenowego dla audycji w obcym języku. Nie poddałem się, napisałem podanie w taki sposób, że odrzucenie go świadczyłoby o brunatnych rękach nieakceptujących. Nie było nawet wstrzymujących się od głosu. Dzisiaj śmieję się z tego, ale rozumiem wszystkich, którzy walczą o to, aby język polski oficjalnie mógł istnieć tam, gdzie mieszkają ludzie, którzy chcą się w tym języku komunikować. Był to jednak sukces połowiczny. Dostałem nieciekawy czas antenowy. Wtorki, dwa razy w miesiącu od 19.00 do 20.00. Chciałem się poddać. Przecież wszyscy o tej porze oglądają wiadomości, a robienie radia dla siebie samego mnie nie interesuje. Detlef był na szczęście bardzo czujny.

Od 1 kwietnia 2000 roku nadajemy w każdą sobotę od 15-tej do Teleekspresu.

Nadajemy, bo nasz skład się powiększył. Aktualnie pracuje z nami Karolina Kaczmarek i Eugen Lukaszczyk, a ja się nazywam Elizeusz "Elik" Plichta. Wcześniej współpracowała z nami Ilona Schreiber, która ze względów zawodowych musiała zrezygnować z aktywnego udziału w tworzeniu programu.
   



Elik Plichta

  ELIK[AT]BIGOS-DA.DE



pixeleye